|
Blog > Komentarze do wpisu
Laptopem w dziecko
Idealiści z MIT pod wodzą Nicholasa Negroponte wymyślili projekt OLPC (One Laptop Per Child), który ma zinformatyzować ciemnoskórych.
Najważniejszym elementem planu jest udostępnienie dzieciom z krajów trzeciego świata ultrataniego laptopa. No właśnie. Dzieciom z krajów trzeciego świata. I to urządzenie dla dzieci z niezelektryzowanej wsi ma więcej ruchomych elementów niż laptop dla dyrektora elektrowni. Szczególnie absurdalne wydają mi się te uszy-antenki, które trzeba odchylić, by uruchomić urządzenie. Ktoś zapomniał, że laptop będzie dla dzieci (owszem, edukacyjną) zabawką. Dwie rzeczy, przepowiadam, będą się działy: zielone uszy będą albo odłamywane, albo będą wybijać brązowe oczy. Po prostu ślepota. Zabawnie jest czytać na stronie projektu, jak to warunki trzeciego świata wpływały na design. This is a very distinctive machine; rugged, durable, and child-friendly, inside and out. (...) Jeżeli są tacy świadomi realiów trzeciego świata i tych szkół na świeżym powietrzu, to dlaczego laptop pełen jest otworków, od gniazdek po perforowane głośniki? Przepowiadam, w każdym otworze piach i błoto będzie, a nie wtyczka. Projekt OLPC zakłada, że komputer dla dziecka powinien się różnić od "dorosłej" maszyny. Gdzie tu więc konsekwencja? Laptop-zabawka powinien być pancernym monolitem. I mam tu na myśli komputer dla dziecka chodzącego do szkoły z meblami, elektrycznością, bieżącą wodą i dachem. wtorek, 22 maja 2007, michalyi
Komentarze
socin
2007/05/23 09:53:55
przepowiadam, że ja taki laptop zużyłabym w przeciągu kilku dni, w warunkach zupełnie blokowych, z użyciem standardowych czynników towarzyszących użytkowaniu laptopa - kawy i koty. dzieci z afrykańskich wiosek kawy nie pijają chyba, więc może będzie im trudniej doprowadzić do destrukcji?;)
2007/07/09 16:19:18
mialem okazje takiego laptopa zobaczyc - rzecz znamienna, w rekach doktoranta MIT zamieszkalego w Boston, USA. to pierwsza zabawna rzecz - liczylem, ze ujrze go po raz pierwszy w rekach dzieciatka z Macombo albo Dakaru.
Po drugie, laptop jest tak fikusnie zamkniety na te swoje antenki, ze nie do konca da sie go intuicyjnie otworzyc. |
Michał Szota (2007) |