RSS
sobota, 08 września 2007
Zmiany!
Wyroby się kończą, zupełnie bezproblemowo.

Zapraszam na Wybory 2007!

12:34, michalyi
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 czerwca 2007
Gadżety
Przeczytałem właśnie "Zabawić się na śmierć" Neila Postmana, czyli ponad dwieście stron biadolenia nad telewizją.

(Należy ta książka do nurtu dawnych (1985) wypowiedzi, które Z Pozycji Autorytetu Wieszczą Przyszłość, malowniczo Pudłują, a współcześnie wywołują jedynie złośliwy uśmieszek. Postman o komputerach: (...) po latach ktoś zauważy, że masowe gromadzenie i błyskawiczne odszukiwanie danych ma wielką wartość dla potężnych korporacji, ale dla większości ludzi okazuje się bardzo mało przydatne w rozwiązywaniu ich ważnych spraw (...))

Zainteresował mnie fragment-lament o reklamach:

(...) reklama telewizyjna w najmniejszym stopniu nie dotyczy charakteru produktów, które mają być przedmiotem konsumpcji.

Mniejsza o to, czy była to w 1985 roku prawda, czy tylko uogólnienie. Jakie są reklamy, każdy widzi. Widzą też twórcy reklam iPhone'a.

Nie jest to moje oryginalne spostrzeżenie, pisali o tym m.in. o tym Gruber i 37signals ale -

Reklama iPhone pokazuje po prostu, jak to urządzenie działa. Na zbliżeniu. Żadnych wyluzowanych nastolatków i wymuskanych biznesmenów. Po prostu ręka i telefon. I jest to wystarczająco łał. Ten sam John Gruber pisze, że nie przypomina sobie innej reklamy gadżetu, która po prostu pokazywałaby jego działanie. I ja się temu nie dziwię, bo gadżety na ogół nie są łał.

Na przykład mój wypasiony i wszystkomający telefon nokia e50 -

(Szacunek dla tego kopirajtera z plusa. Trudno jest tworzyć zgrabne, nieinfantylne zbitki wyrazów w polskim, a są one przecież tak przydatne, co widać świetnie w reklamach po angielsku.)

jest tak powolny (dzwonię - naciskam na czerwoną słuchawkę - połączenie się przerywa, a telefon zamraża - czekam kilkanaście sekund, aż znowu zacznie reagować), że reklama POKAZUJĄCA go w rzeczywistym działaniu po prostu nie miała by sensu.

Zastanawiam się - czy nowy/nowatorski gadżet, o którym nie da się nakręcić reklamy w stylu iPhone nie jest po prostu ze swej natury zły? (Podkreślam - nowy/nowatorski. Oglądanie Roleksa w działaniu nie jest cool.)

Oznaczałoby to oczywiście jedno - przyłożenie testu ajfona do współczesnych gadżetów pokazałoby, że są one w większości marne. Z czym się zgadzam.

21:05, michalyi
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 czerwca 2007
(Post scriptum o Allegro)
Wkurza mnie jeszcze ten pusty, bezcelowy komunikat Allegro "proszę czekać, za chwilę nastąpi przekierowanie na stronę logowania" po kliknięciu na "moje allegro", pojawiający się na osobnej stronie, na której załadowanie trzeba przecież także poczekać.

Wiem, o co chodziło - w razie przeciążenia serwera poinformować użytkownika, że wszystko jest na dobrej drodze. Tylko po co informować o tym, że wszystko działa sprawnie, kiedy wszystko akurat działa sprawnie?

No news is good news, to w zupełności wystarcza.

Co będzie dalej? "Jesteś na allegro, poczekaj aż załaduje się komunikat, że wszedłeś na allegro"?

13:31, michalyi
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 czerwca 2007
Do trzech razy to żadna sztuka
Postanowiłem dzisiaj zmienić swój adres mailowy na allegro. Kliknąłem na 'moje allegro'. Zalogowałem się. Kliknąłem na ustawienia. Przeczytałem, że mam się ponownie zalogować ze względów bezpieczeństwa. Zalogowałem się dla bezpieczeństwa. Wpisałem dwa razy swój adres dla bezpieczeństwa. Po chwili dostałem dwa maile. Pierwszy zapowiadał, że dostanę drugiego maila. W drugim nakazano mi kliknąć na link, żeby potwierdzić. Kliknąłem. Przeczytałem, że mam się zalogować ze względów bezpieczeństwa. Zalogowałem się dla bezpieczeństwa.

Kurczę, mam nadzieję, że jestem bezpieczny.

21:07, michalyi
Link Komentarze (2) »
sobota, 02 czerwca 2007
Bokobrody internetu: impresje o modzie na web2.0
Czytając raport z konferencji The Next Web zobaczyłem listę obecnych na niej łebdwazerowych startupów. Popatrzcie na te nazwy.
  • PutPlace - Find, Organise, Secure and Share your Digital Life
  • Widsets - Mobilize your web
  • Quintura - See & Find
  • CVwarehouse - Where candidates meet companies
  • Respectance - share your memories
  • Tractis - We mean real business
  • bliin - YourLIVE!
  • Wixi - All your media in one place. Share it anywhere!
  • Zooof - The Family Network
  • Mailemotion - ideo mail communication web2.0
  • Wakoopa - Use it, track it, share it
  • Fleck - Web Democracy
  • Tipit.to - Like It? Tip It!
  • Heeii - Smart Surfing
  • Zyb - Bring mobile data to life!
  • Swoot - Giving internet a new face!
  • MobiLuck - People and places close to you
  • Twones - What you play is what you are
  • Mobiya - Next Generation Classifieds advertising

Samo przegięte słowotwórstwo (jak ten styl porządnie zdefiniować - to oddzielny temat), bo taka moda jest. Pokracznie nieoryginalne, odbite od jednej sztancy, podobnie jak te pastelowe gwiazdki z napisem 'beta'. Tak jakby web2.0 _wymagało_ takiej estetyki.

Kiedyś modne były bokobrody i inne facial hair. Dzisiaj są żałosne (albo w najlepszym wypadku ironiczne). Powodzenia, Mobiya! Powodzenia, Heeii! Powodzenia, Wakoopa!

Tak. "Google". Tak. "Flickr". Ale oni nie byli modni, tylko tę modę kreowali.

OK. Można argumentować, że podporządkowanie estetyki produktu modzie web2.0 ma praktyczny sens. Że plastikowy wystrój i (takież) charakterystyczne nazewnictwo są konwencją gatunku, więc pozwalają go rozpoznać i skutecznie interpretować/wykorzystywać. Że dzięki temu do pewnego stopnia wiemy, czego się spodziewać po wszystkich serwisach z kolorowymi wieloramiennymi gwiazdkami z napisem 'beta' i mniej więcej potrafimy się po nich poruszać. Ale przecież i tak byśmy umieli.

A są też i ściemy - na przykład, szemrane niczym niespodziewany email z Nigerii, wszechobecne "Free Smileys", których strona czerpie z modnej estetyki web2.0, maskując nią typowy internetowy syf 1.0.

No właśnie, bo modne jest nie tylko web2.0, ale też sam jego styl, a wręcz sam brand. Te trzy poziomy mody próbuje jednocześnie eksploatować w polsce np. Mediapolis Krzysztofa Urbanowicza. Ciekawe, z jakim finansowym powodzeniem.

23:48, michalyi
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 maja 2007
You talk the talk but do you walk the walk?
Niedawno zobaczyłem u dziewczyny taki komunikat po starcie łindołsa:

gadu

Ładny i komunikatywny jak strona nastolatki na myspace, ale nie o to chodzi. Operatorowi gadu zależy na tym, żeby ludzie instalowali nowe wersje (co nie powinno dziwić). Wygoda użytkowania produktu podporządkowana jest modelowi biznesowemu (co nie powinno dziwić). Użytkownicy są ważni o tyle, o ile klikają w reklamy albo płacą za dodatkowe usługi (cnpd). Dlaczego więc gadu nie instaluje swojej nowej wersji samo? Internet Explorer 7 na przykład jest automatycznie podawaną aktualizacją dla IE6.

23:00, michalyi
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 maja 2007
Laptopem w dziecko
Idealiści z MIT pod wodzą Nicholasa Negroponte wymyślili projekt OLPC (One Laptop Per Child), który ma zinformatyzować ciemnoskórych.

ciemnoskórzy foto
ciemnoskórzy foto
ciemnoskórzy foto
ciemnoskórzy foto
(Zdjęcia ze strony projektu)

Najważniejszym elementem planu jest udostępnienie dzieciom z krajów trzeciego świata ultrataniego laptopa.

olpc

No właśnie. Dzieciom z krajów trzeciego świata. I to urządzenie dla dzieci z niezelektryzowanej wsi ma więcej ruchomych elementów niż laptop dla dyrektora elektrowni. Szczególnie absurdalne wydają mi się te uszy-antenki, które trzeba odchylić, by uruchomić urządzenie. Ktoś zapomniał, że laptop będzie dla dzieci (owszem, edukacyjną) zabawką. Dwie rzeczy, przepowiadam, będą się działy: zielone uszy będą albo odłamywane, albo będą wybijać brązowe oczy.

Po prostu ślepota. Zabawnie jest czytać na stronie projektu, jak to warunki trzeciego świata wpływały na design.

This is a very distinctive machine; rugged, durable, and child-friendly, inside and out. (...)

The concept made abundant sense for the developing world, where outdoor classes are common and the cost of shipping textbooks is a major expense.

Jeżeli są tacy świadomi realiów trzeciego świata i tych szkół na świeżym powietrzu, to dlaczego laptop pełen jest otworków, od gniazdek po perforowane głośniki? Przepowiadam, w każdym otworze piach i błoto będzie, a nie wtyczka.

Projekt OLPC zakłada, że komputer dla dziecka powinien się różnić od "dorosłej" maszyny. Gdzie tu więc konsekwencja? Laptop-zabawka powinien być pancernym monolitem. I mam tu na myśli komputer dla dziecka chodzącego do szkoły z meblami, elektrycznością, bieżącą wodą i dachem.

23:34, michalyi
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 maja 2007
Komunikacja grypowa
Jestem od jakiegoś czasu chory, gardło, migdałki, kaszel, etc. Do moich lektur doszły więc ostatnio opakowania i ulotki od lekarstw, czasami zabawne.

1. Tantum Verde. Taki dezodorant z dyszą do gardła. Ulotka wyjaśnia prostym ludziom, jak w dwóch prostych krokach posłużyć się prostym psikaczem. Z ilustracjami. I tak w punkcie pierwszym czytamy pod obrazkiem:

1. Unieść kaniulę nebulizatora

Brzmi jak język naiwnego science-fiction, czyż nie? Oświeconego autora tej instrukcji należy zgłosić do nagrody Nebula.

2. Inny znakomity copywriter stworzył opis Septosanu fix z Herbapolu, ziółek do płukania gardła. Na opakowaniu czytamy:

Mieszanka ziołowa w torebkach do zaparzania. Produkt przeznaczony jest do tradycyjnego stosowania w wymienionych wskazaniach i jego skuteczność opiera się wyłącznie na długim okresie stosowania i doświadczeniu.

Innymi słowy: trzymasz w ręku placebo. Bądź własnym znachorem.

Wskazania do stosowania: tradycyjnie jako środek antyseptyczny w ostrych i przewlekłych stanach zapalnych (...)

Ostrzegamy ponownie: to jest placebo.

1 torebkę (2 g) ziół zalać połową szklanki wrzącej wody. Naparzać pod przykryciem przez ok. 15 minut, stosować do płukania jamy ustnej.

Ale baczaj! Czar nie zadziała, jeśli rytuału nie dopełnisz.

Płukać jednorazowo jamę ustną i gardło taką ilością naparu, jaką przygotowuje się jednorazowo, do 5 razy dziennie. Nie połykać.

Abrakadabra! Mrrruszsz mru mru (bełkotliwe mamrotanie pod nosem, mistyczne gesty).

14:25, michalyi
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 maja 2007
Lestat
W ostatnim wpisie na swoim blogu Paradowska pisze, że robi przerwę i że czeka na kolejny komentarz Lestata.

Lestat to gość, który publikuje w komentarzach swój polityczno-satyryczny przegląd tygodnia. Robi spacje przed znakami przestankowymi, ale słowa między spacjami układa sprawnie i zabawnie. Znacznie fajniej niż u Kuba Wojewódzki w Przekroju, ale w porównywalnym klimacie. Na szybko poza blogiem paradowskiej wyguglałem go gdzieś na forum TVN24.

Intrygujące.

Bo Lestat nie ma swojej strony (a przynajmniej do niej nie linkuje). Cała jego autorska obecność w sieci to te komentarze.

Więc:

1. Nawet nie ma jak tego podlinkować bezpośrednio. Lestata trzeba znaleźć samemu.
2. Lestat sprytnie wykorzystuje popularność komentowanego bloga. Chociaż jego teksty nie są nawiązują do treści oryginalnego wpisu (zachowują tylko polityczną tematykę), Paradowska go lubi, a widzą - wszyscy.
3. Można powiedzieć, że Lestat jest sieciowym włóczęgą. Każdy widział (albo i robił) komentarze w stylu "Fajnego masz blogaska, wejdź na mojego pod adresem" i tak samo z nieuniknionej otwartości systemu komentarzy korzysta Lestat. Ale nie ma domowej strony, chociaż mógłby. Może (co sygnalizuje naiwna interpunkcja) to brak technicznych umiejętności, a może świadomy wybór?
4. Mamy do czynienia z wtórną kulturową partyzantką. Blogi były kiedyś taktycznym narzędziem maluczkich w walce z mass mediami o uwagę innych maluczkich, a teraz (mam nadzieję, że metafora Eco się nie rozpęknie) gdy partyzanci dostali w swoje ręce broń większego zasięgu, podobna walka toczy się wewnątrz ich obozu.

00:12, michalyi
Link Komentarze (7) »
piątek, 27 kwietnia 2007
Kierunki
Byłem dzisiaj trochę na konferencji Kultura 2.0, na dyskusji o "masowej konsumpcji i masowej twórczości". I siedział po lewej stronie kosmopolityczny Alexander Bard ze Szwecji, reprezentując lewą stronę mapy Europy. Po prawej siedział swojski Fisz, reprezentując coś, co chcielibyśmy nazywać środkiem mapy, ale dla wszystkich mieszkańców lewej strony jest po prostu stroną prawą.

I ten z lewej opowiadał, jak odnieść komercyjny sukces w muzyce: należy znać swoją subkulturę i po prostu tworzyć właśnie dla niej (dla Barda był to "gay crowd" i nastolatki).

Bard jest bogatym człowiekiem sukcesu.

Ten z prawej wzdychał, że jego pierwsza płyta sprzedawała się najlepiej, że nakłady takie jak ich trojga są dla niego nieosiągalne, że w Polsce złote płyty dostaje się za śmieszne liczby sprzedanych albumów.

I chociaż wzdycha, to dodaje, że jego subkultury nie interesują. Zdziwiła mnie ta niekonsekwencja.

Ale tak, oczywiście, Fisz też jest. Jak najbardziej.

(A na następnym panelu był Zanussi, słuchałem pierwszy raz na żywo, choć to nie jest odpowiednie słowo. Rzeczywistość przerosła uprzedzenia.)

01:42, michalyi
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2


Creative Commons License
Michał Szota (2007)